sobota, 12 listopada 2016

Wściekła jazda - rozdział 33

Plan na opuszczenie Chinki


rozdział 33 wspomnień Wiedzmy


- Co robisz, co robisz???! - wydarła się
- Kto Ci pozwolił!!!?
- Do tej pory jakoś nie potrzebowałam Twojego pozwolenia na realizacje moich wizji – odparłam zaskoczona.
- Ale ja nie chcę tej lamówki, nie chcę, nie chcę! Masz natychmiast to odpruć!
Krzyczała i tupała z dzieckiem na rękach.
Była w szale najprawdziwszym. Nie nadawała się do dyskusji. Nawet Szczuplutki odwrócił się od komputera zdumiony, co mu się prawie nie zdarzało.
Wyleciałam z pokoju jak z procy. Zamilkła, cisza nastała w całym domu i atmosfera że siekiera by nie przecięła.
Zaczęłam się natychmiast pakować, jednak mózg mi ruszył, załapałam że jest wtorek, ona mi nie zapłaciła jeszcze za poprzedni tydzień, jak zwykle zresztą, i mi nie zapłaci. Zwolniłam więc z pakowaniem i uknułam plan na resztę tygodnia, a zniknąć postanowiłam w poniedziałek po odebraniu pieniędzy. Powodzenie zależało oczywiście od jej zachowania, które jak się okazało dość trafnie przewidziałam, choć były przesunięcia, które oczywiście wzięłam pod uwagę i postanowiłam być elastyczna.
Po półgodzinie zaczęła się dobijać do moich drzwi.
- Wracaj natychmiast do pracy – już na spokojnie warknęła. Wyszłam.
- Wypruj te lamówkę. 
- Nie. 
- Jak to nie?! 
- Sama sobie wypruj i sama sobie dokończ. Ja już się do fotela nie dotknę. 
- Musisz! Płacę ci za to! 
- Jeszcze mi nie zapłaciłaś za poprzedni tydzień, choć rozliczenie leży u ciebie jak zwykle od soboty wieczorem. 
- Dobrze. Zaraz Ci zapłacę.
I zapłaciła?! Zapłaciła po raz pierwszy bez targowania się o każdą godzinę, no tego nie przewidziałam.
Resztę tygodnia przeznaczyłam na szukanie pokoju w wolnych przerwach. I tu właśnie przydało się moje przygotowanie na ewentualne poślizgi. Bo! 
- A teraz odpruwaj! 
- Nie masz racji. - dotarło nagle do nas zdanie sprzed komputera. 
- Gabriela dobrze to wymyśliła.
Szok! Szczuplutki nigdy, przenigdy nie wtrącał się w … no w nic się nie wtrącał. 
- Nie chcę tak i już! - wrzasnęła tym razem w jego stronę ze zdziwionymi oczami.
- Przyjrzyj się. To dobrze wygląda. 
- Nic z tego. Nie będzie tej lamówki! - zaczęła się nakręcać. 
- Wypruwaj!!! - już do mnie.
- Przecież ci już mówiłam, że sama sobie to rób - rzuciłam nonszalancko. 
- Ale ja ci zapłaciłam i wymagam wykonywania moich poleceń! 
- Te akurat zajęcia nie były przewidziane w naszej umowie kiedy podejmowałam pracę, więc nie muszę. 
- Nie zrobisz? 
- Nie. 
- No to zaraz zobaczysz!!!!
I zaczęła się jazda bez trzymanki, taka, że chwilami zapominałam jak się nazywam. Ordynowała mi najpodlejsze prace, w amoku totalnym, z wściekłą satysfakcją, co jakiś czas pytając, czy już się namyśliłam i wrócę do fotela i abażura. Zawzięłam się, zacięłam. O ty chińska małpo, nie znasz mnie!

smaki i zapachy emigracji
O szukaniu pokoju przez następne dwa dni mogłam zapomnieć, ale za to godziny natłukły się gwałtownie. W czwartek o 15:30 miałam już 30 i nie zamierzałam wypracować u niej ani jednej sekundy więcej, więc kiedy kazała mi zawiesić wyszorowaną dwukrotnie (jeszcze jest brudna!) zasłonkę przy wannie, popukałam w cyferblat i oświadczyłam, że właśnie zaczynam najdłuższy weekend odkąd jestem w Londynie.

Dopadła moich drzwi w momencie, kiedy je zdążyłam przewidująco zamknąć na klucz.
Szarpała się z nimi z piętnaście minut. Wytrzymały, co obiecał mi Szczuplutki kiedy wręczał mi klucz.