środa, 11 stycznia 2017

Powitanie - rozdział 36

ze śpiewami przy gitarze





















Czy czułam tryumf wynosząc się na moich warunkach? 
Nie. Byłam kosmicznie zmęczona, wyczerpana do cna.
Po czasie dopiero dotarło do mnie, że dałam Chince naprawdę popalić. 
Nie będzie Chinka pluć nam ... .
Nie dość że odebrałam swoje pieniądze, a poprzedniczki wypadały bez wypłaty, co zdradził mi Szczuplutki, a o czym ja intuicyjnie wiedziałam, to jeszcze załatwiłam jej panieństwo dozgonne u wybrańca do założenia kajdan, i zostawiłam jej ten niebotyczny, koszmarny syf bez żadnej pomocy domowej na najbliższy czas, bo sądzę, że żadna nowa nie podjęłaby pracy w takim burdelu, oraz niedokończony abażur i fotel, a tapicer w Londynie kosztuje majątek.


Wraz z odejściem z domu Chinki, rozpoczął się dla mnie całkiem inny niż dotąd rozdział mojego tutejszego życia. Nagle zaczęło mi się wszystko dobrze układać, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie w jakimś zawrotnym tempie, ale wystarczająco szybko, aby poczuć po raz pierwszy w tym kraju, z całą mocą, że wszystko będzie dobrze, a może nawet lepiej niż dobrze!

Tymczasem jednak dojechałam do domu moich przyjaciół i mojego ślicznego, choć niewielkiego pokoiku. Nie dałam im się nawet ze mną przywitać, bo zwaliłam się na łóżko, bez rozpakowywania i usnęłam na dwa dni ciurkiem.


Wstałam na przyjęcie i to ze wszystkimi moimi londyńskimi przyjaciółmi, które zaaranżowała Niunia specjalnie dla mnie. Było pyszne papu, trochę dobrego alkoholu i śpiewy przy gitarze pana domu Arka, podparte genialnymi rozmowami, błyskotliwymi ripostami i fajerwerkami śmiechu. To był najradośniejszy dzień jaki przeżyłam jak dotąd w tutaj. Bosko było i tylko po polsku. I jeszcze nie wiedziałam, że ten cudowny dzień to początek mojego szczęścia.

Wszystkie odcinki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...