wtorek, 23 lutego 2016

Psie życie - rozdział 22

Tragiczny los

 




















Sen z powiek spędzała mi jeszcze sytuacja psa w tym domu. 
Otóż kochani właściciele czworonoga, zrobili mu  pod schodami w przedpokoju, zamknięty boks wielkości ... samego Silvera. Słowo! Ten gigantyczny pies (podobny do tego na zdjęciu), nie mógł się tam obrócić wokół własnej osi, a siedział w tej klatce caluteńkie dnie z wyjątkiem godzinnego spaceru, czasami krócej, a czasami trochę dłużej. Biedak gryzł szczeble swojego więzienia za co był surowo karany, gryzł więc wtedy, kiedy nikt nie widział i zachowywał się dość nieprzewidywalnie. Łapał zębami kiedy się przechodziło obok, wyskakiwał nagle do góry próbując jakoś dotknąć człowieka, no różnie. Tragedia! 
Nie mogłam, musiałam, zapytałam.

- Dlaczego Silver nie biega po ogródku? Przecież takie psy powinny biegać 40 km dziennie.
- Nie wypuszczamy go bo szaleje i niszczy ogródek. On jest głupi.
- To akurat nie jest dziwne. Kto by nie szalał po wyjściu z takiego karceru. A poza tym w ogródku nic nie ma. Tylko trawa.
- Wyrywa trawę i wnosi brud do domu, a ja nie mam czasu na sprzątanie po nim.
- Ale przecież jak się ma psa, to trzeba mu zapewnić warunki do normalnego psiego życia.
- Ja go nie chciałam. To jego pies, więc niech on się martwi – zakończyła dobitnie z zaciętym, topornym uporem.
Dotarło do mnie natychmiast, że tu nic nie wskóram, absolutnie nic.
Patrzyłam na tego psa codziennie i czułam ból dzień w dzień.
Miałam świadomość że to Brytyjczykom zwierzęta zawdzięczają swoje prawa na świecie. Ustawy dające pierwszą prawną ochronę zwierzętom w Anglii wprowadzono już za czasów rządów Olivera Cromwella, ale wtedy myślałam jeszcze po polsku i nie wiedziałam jakiego świra mają Anglicy na punkcie zwierząt, są wręcz przewrażliwieni i że wystarczy byle co, aby tu stracić zwierzaka. Co więcej, nie trafiają do schronisk, bo ich po prostu nie ma.. Podejmowana jest natychmiastowa akcja znalezienia domu adopcyjnego, a do tego czasu zwierzę przebywa pod kontrolą lekarską. 
Gdybym miała tę dzisiejszą wiedzę wtedy, wykonałabym telefon. A tak boli mnie serce do dzisiaj. 
Trafiłam do domu zaszczutego psa i szczutych dzieci.. 
Delektowanie się zatem dużą ilością wolnego czasu nie było łatwe. Zaczęłam szukać dodatkowego zajęcia popołudniami. Znów padło na kwiaciarnię. 

2 komentarze:

  1. Jeszcze byc moze nie wszystko stracone! Trzeba zadzwonic do Rspc lub podejsc do nich na Hanwell!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie trafie na ta wieś, a nazwę zapomniałam, tyle lat ... a byłam tam króciutko, tylko miesiąc wiec mam prawo nie pamiętać, tym bardziej ze mnie tam zawieziono i odwieziono.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...